Kuba był pierwszym facetem jaki solo stanął przed moim obiektywem. zdjęcia może nie są najbardziej pomysłowe, ale nie od razu Rzym zbudowano. pierwsze koty za płoty.
te zdjęcia były naszym ostatnim oddechem przed czasem, w którym nie było miejsca na przyjemności. gotowe są dziś, już po wszystkim, z czego jestem bardzo zadowolona. ostanie tygodnie były intensywne i przyniosły ze sobą wiele zmian, których skutków jeszcze nie da się przewidzieć. dzień się wydłuża, powietrze pachnie wiosną. jest fantastycznie.
ostania zeszłoroczna sesja. piękna szadź i drobne płatki śniegu, delikatne spojrzenia, miejsca piękne, choć dawno już zapomniane, i przenikliwe zimno. taniec wśród przekleństw i własnych słabości. wyszło fantastycznie, choć niemal się nie udało.możemy być z siebie dumni, zwłaszcza Kasia. było warto.
chociaż czas spłatał nam figla [i to w wielu możliwych kontekstach] sesja zdecydowanie się udała. ale jak miała się nie udać? każda z dziewczyn jest fantastyczna w tym co robi, więc to połączenie po prostu musiało dać zniewalający efekt! ponieważ światło zniknęło zbyt szybko, udałyśmy się w skromnie progi Agnieszki na portrety, co by nie pozostawić misternej pracy Izy bez uhonorowania jej należytym portretem [koronka na moje specjalne życzenie], a przy okazji zalałyśmy gardła cudownie miodową herbatą. obiektyw kocha Agnieszkę z wzajemnością.
a skoro już o obiektywach mowa, to sprawiam sobie nowy, który moim portretom nada trochę więcej głębi ;) ktoś chętny na testy?
na przywitanie Nowego Roku Kasia, która stanęła przed moim obiektywem znów. znów w tym samym miejscu, co przyznałyśmy z pewnym sentymentem. i która skutecznie i z łatwością zmusiła Późną Jesień do udawania Wiosny. poza tym przegrałam walkę z przysłoną 1.8 na manualu, a Ana skakała po drzewie. jeszcze raz życzę Wam DOBRZE na Nowy Rok!